czwartek, 7 lipca 2011

Ogrodowe "przydasie"

Czasu ostatnio u mnie jak na lekarstwo, a w ogrodzie "zielone" rośnie w najlepsze, korzystając z deszczu i ciepła. Zawsze mnie to fascynowało - jak to się dzieje, że jak tylko kilka dni nie zajrzysz w jakiś kąt ogrodu to natychmiast zielsko tam się zakrada i podstępnie wydziera miejsce "szlachetniejszym" ziomkom.
Na szczęście, moja prywatna dżungla jakoś się daje opanować :)
Teraz akurat przyszła pora na lilie. Białe, pomarańczowe, żółte i czerwone - lubię wszystkie bez wyjątku.



I niezmordowanie kwitnące róże na tarasie. Piękne nawet w deszcz.


No i wiecie jak to jest... Jak nie pracuję na ogrodzie to o nim myślę. A jak myslę to zawsze kończy się na zakupach :)
 Moja kolekcja ogrodowych "przydasiów" wzbogaciła się ostatnio o skrzyneczkę na nasiona.


Bardzo praktyczna i poręczna. Na dodatek leciuteńka i pachnąca (bo to cacko z egzotycznego drewna). Że też wcześniej takiej nigdzie nie widziałam!
A na sosence zawisły latarenki. Zbawne, bo przypominające butelki.


Szklaną część podnosi się do góry i wkłada do środka tea-lighta. W Jysku są takie pseudo-tealighty na baterie (dla leniwych). Ja wolę te prawdziwe. Tym bardziej, że ostatnio kupiłam paczkę takich antykomarowych. Pachną citronellą.

Na tarasie miał się znaleźć szary lampionik, ale chwilowo zatrzymał się w sypialni :)



Jeśli lato nie skończy deszczyć, jak nic pójdę z torbami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz