niedziela, 31 maja 2015

K(o)lonizacja

Klony to bardzo popularne drzewa. Kto z nas nie zna charakterystycznego kształtu liści tych drzew, albo jako dziecko nie przyklejał sobie klonowych "nosków"? Jeśli wierzyć Wikipedii istnieje ponad 100 gatunków klonów na całym świecie. Mnie najbardziej interesują trzy sztuki jednej, pospolitej odmiany. Dlaczego? Bo rosną tuż przy moim płocie. A także nieustannie próbują kolonizować mój ogródek.


Klony posadzili ponad 10 lat temu moi sąsiedzi, bo ktoś im doradził że szybko urosną. Faktycznie, z rozrastaniem się nie miały najmniejszego problemu. Utworzyły wielgachną, gęstą zieloną koronę, która ładnie wygląda, ale sprawia wiele problemów zarówno swoim gospodarzom jak i nam. Co roku nasze okna, parapety, samochody zaparkowane przed domem wyglądają tak:


Żółty pyłek nie tylko paskudnie wygląda, ale również uczula. Cierpi na tym moja alergiczna córka, bo klony rosną tuż na wprost jej okien. Po przekwitnięciu kwiatostany opadają oblepiając nam taras i  ścieżki.


Kiedy mija wiosna można na chwilę odetchnąć z ulgą. Krótką chwilę, bo jesienią dla odmiany liście zapychają rynny.  Ale najgorszy problem to rozpełzające się wszędzie siewki. Nie ma chyba miejsca na ogrodzie skąd bym ich już nie wyciągała. Wystarczy mała szpara czy dziurka i mały klonik już się w niej instaluje.

Oczywiście te problemy nie dotyczą tylko nas, mają je również nasi sąsiedzi. Posadzić łatwo, ściąć kilkunastoletnie drzewo zdecydowanie trudniej. Po pierwsze trzeba najpierw uzyskać zgodę na wycinkę, po drugie zatrudnić fachowca który wytnie drzewo nie narażając na niebezpieczeństwo stojących  obok budynków i ich mieszkańców. Dlatego warto trzymać się starej, sprawdzonej zasady: zanim zasadzisz drzewo w swoim ogrodzie zastanów się jakie będzie za klika, kilkanaście i kilkadziesiąt lat.  Moich sąsiadów, ludzi w mocno podeszłym wieku jestem w stanie zrozumieć. Chcieli szybko i tanio uzyskać trochę cienia w ogrodzie.  Ta sama myśl przewodnia przyświecała projektantowi ogrodu moich drugich sąsiadów, który na środku klombu przewidział miejsce dla rozłożystego dębu. Niestety,  tu wizja architekta i oczekiwania właścicieli ogródka rozminęły się całkowicie. Oni oczekiwali ładnego, ale niedużego drzewka. Kiedy więc dąb dorósł do ok czterech - pięciu metrów postanowili go przycinać, aby się dalej nie rozrastał.  Drzewko walczy jak lew i w miejsce obciętego przewodnika co roku wypuszcza nowy pęd kierujący się ku górze. Sąsiedzi go przycinają i tak w kółko. W efekcie zamiast ozdoby centralnej części ogrodu mają zielony pompon na coraz grubszym pniu. Zważywszy na fakt, że dęby to potężne i długowieczne drzewa czeka ich jeszcze wiele lat nierównej walki i coraz bardziej nienaturalny wygląd rośliny. A przecież nie tak miało być!


Pewnie każdemu zdarzyło się posadzić w ogrodzie roślinę mocno ekspansywną, nadmiernie sie rozrastającą lub kompletnie nie pasującą do koncepcji ogrodu. O ile jednak mniejszych roślin i krzewów można się stosunkowo  łatwo pozbyć, to ze źle dobranym drzewem po kilku latach może być trudno się rozstać.

piątek, 15 maja 2015

Zachwycająca wisteria

Glicynia to roślina ciepłolubna, pochodząca z Dalekiego Wschodu, po wyjątkowo mroźnej zimie może nie zakwitnąć. Na szczęście w tym roku zima była łagodna, a nasze wisterie po kilku latach nierównej walki z klimatem już się nieźle rozrosły i wreszcie mamy na altanie upragnione girlandy kwiatów.




Glicynie rosną u nas osłonięte murkiem od chłodnych wiatrów. Pomimo tego w pierwszych latach kilka razy zdarzyło się, że podmarzły. Na szczęście to żywotne pnącze i szybko wypuszczały nowe pędy. Posadziliśmy przy altanie odmianę niebieską i białą. Niebieska kwitła już kilkakrotnie, biała pierwszy raz wypuściła paki. Czekam z niecierpliwością kiedy zobaczę jej kwiaty.  Jak mało nam potrzeba, by się cieszyć, prawda?

środa, 13 maja 2015

Ola w ogrodzie

Cztery lata temu napisałam posta o naszej ozdobnej jabłonce przed domem (KLIK).
Jakież to wtedy było maleństwo! Dziś to już spore drzewko, zachwycające swoimi różowymi kwiatami.  Kiedy na wiosnę wychodzę z domu, jeszcze przed otwarciem drzwi widzę taki widoczek:





Od razu robi mi się milej :)

A już na dworze mogę podziwiać Olę w całej krasie:



Wybierając drzewko do posadzenia przed domem szukaliśmy rośliny, która będzie ozdobą przez cały rok i która nie będzie zbyt intensywnie się rozrastać. Jabłoń ozdobna dorasta do około 5 metrów i przez wiele miesięcy pięknie się prezentuje. Wiosną zdobią ją nie tylko kwiaty ale i przebarwiające się na purpurowozielony kolor liście. Latem i jesienią przystraja się w czerwone jabłuszka.
Muszę przyznać, że nie żałuję wyboru!


niedziela, 10 maja 2015

Ogrodowy fitnnes - łopata, wiaderko i kamyki :)

Kapryśna pogoda tej wiosny i nawał zawodowych obowiązków  sprawił, że ciężko mi się było zebrać do większych ogrodowych prac. Wyskakiwałam zwykle do ogrodu na godzinkę lub pół i coś tam sobie podłubałam, przy okazji ciesząc oko kwitnącymi roślinami.  No bo kto by sie oparł chęci pogapienia się w zachwycie na tak cudowne widoki?






Ostatnio jednak sama siebie wyzwałam od bab bez charakteru i ruszyłam do zmian, na które zbierałam się od dłuższego czasu.  Na pierwszy ogień poszło uporządkowanie kwietników i dojścia do warzywnika.  Dwa lata temu wyglądało to tak:



Trawiaste dojście do  warzywnika i pergoli z hamakami było jednak szalenie niewygodne w utrzymaniu. Kosiarką trudno było manewrować na wąskich paskach, poza tym trawa co i rusz przerastała mi miedzy byliny. W ubiegłym roku przekopałam ścieżkę prowadzącą pod pergolę i wysypałam ją korą. W tym roku postanowiłam posunąć się dalej i  odgrodzić eko-bordem trawę od rabat, a ścieżki utwardzić. Skorzystałam z kamieni jakie zostały nam po jakichś innych ogrodowych projektach i  do warzywnika mogę już dojść wygodną dróżką.


 Niestety, deszcz nie pozwolił mi na zrobienie drugiej ścieżki (do hamaków), ale zakładam, że w przyszłym tygodniu znajdzie się jakiś słoneczny dzień i dokończę swój plan.